czwartek, 17 lutego 2011

Kochankowie Hrabiny Marii.(Mężczyznom których kiedyś kochałam) Część I



"Gdy byłem dziecięciem, mówiłem jak dziecię, myślałem jak dziecię, rozumowałem jak dziecię; lecz gdy na męża wyrosłem, zaniechałem tego, co dziecięce".


Kiedy byłam dzieckiem, kładłam się w moim małym łóżeczku, zamykałam oczy i wierzyłam, że świat przestaje istnieć. Przecież skoro go nie widzę to znaczy, że go nie ma. Uciekałam wtedy do świata w ciemności, do świata pod powiekami, tak słodkiego i tak niezwykłego.
Wyobrażałam sobie, że zasypiam tak jak śpiąca królewna i wtedy oblewał mnie strach, że gdy zamknę oczy, już nigdy ich nie otworzę. Później przychodziło takie ciepło, ciepło to było w moim sercu, przecież każdy wie, że księżniczkę da się zbudzić pocałunkiem. Ot taka moja naiwna wiara, że z każdego snu można się obudzić.
Tak właśnie było tej nocy. Po mojej stronie powiek właśnie działo się tak wiele gdy zostałam zbudzona, zbudzona pocałunkiem. Zupełnie nieprzytomnie otworzyłam oczy i spojrzałam w górę. Miał piękne oczy, brązowe, kształt migdałów a włosy lekko opadały mu na twarz. Już wiedziałam jak to jest zbudzić się ze snu tak naprawdę. Od wtedy wierzyłam, że zawsze znajdzie się ktoś kto wyrwie mnie z ramion snu, nawet tego najgłębszego. A to był pierwszy pocałunek w moim życiu i było prawie jak w bajce.
Miałam wtedy dziesięć lat, ja Hrabina Maria.
Nie wiedziałam wtedy, że życie często układa się mało bajkowo i potrafi być tak okrutne. Ostatnie spotkanie w szerokim korytarzu i spojrzenie w oczy. Wiedziałam, że to ostatnie chwile gdy go widzę więc powiedziałam „Żegnaj więc. Teraz się odwrócę a gdy spojrzę z powrotem Ciebie już nie będzie”. Tak właśnie się stało. Zniknął a ja przez lata wspominałam łzy w jego oczach, wspominałam jego lśniące włosy. Oto pierwsza miłość. Niewinna i pełna nadziei, ostatnia tak czysta a zarazem pierwsza.

Później przez wiele lat każdej nocy siadałam w oknie, spoglądałam w stronę starego młyna i mówiłam „Dobranoc ukochany, gdziekolwiek jesteś”. Mijały lata a ja wciąż wierzyłam, że jeszcze go zobaczę.

0 komentarze: