piątek, 25 lutego 2011

W mojej samotni...

I tak oto kolejny raz odeszłam od świata. Jak zwykle nie mogłam dotrzymać mu kroku i  szłam obok. Trochę to takie wszystko ułomne i pokrzywione nienaturalnie. Jak warzywa z odrzutu, gorszej jakości.
Chciałabym idąc przez las zapatrzeć się w igły na drzewach i wpaść w taki wielki dół. Mogłabym w takim miejscu okopać się na lata i nie pokazywać się nikomu i niczemu.
Ostatnio wszyscy opowiadają mi o setce wartościowych spraw z których każda zdaje mi się być tak błaha. Nie wiem po co to robią, może sądzą że bryłę którą jestem można jeszcze rzeźbić.
Ktoś kiedyś napisał "Ona jest absolutem" i wiecie co, do dziś nie wiedziałam kim jest ona, już wiem - wolność.
Zaciągnęłam się dzisiaj powietrzem tak zachłannie iż miałam wrażenie że moje płuca stają się nagle dwoma balonikami i że mogę wzlecieć.
Nie wiem czy to auto sugestia czy też sprawa czystego sumienia i przyznania się do własnych pomyłek i ułomności, sprawiła iż szczerze się roześmiałam.
Nawet nie sądziłam iż oddech może sprawić tak wiele radości.
Tak oto dziś wszystko zaczyna się od nowa. Czas posklejać siebie z kawałków własnego życia i z podniesioną głową ruszyć dalej.

0 komentarze: