czwartek, 24 listopada 2011

Rozmowa z Fasolką (wolę uprzedzić zbędne pytania, to nie o mnie, napisane dla kogoś)


Amelia usiadła na ławce w parku i wyjęła z torebki książkę. Książeczka była oprawiona w czerwony len na którym wytłoczona była postać Kubusia Puchatka.
Nie zważając na mijających ją ludzi na głos przeczytała kilka wersów „A jeśli pewnego dnia będę musiał odejść? - spytał Krzyś ściskając Misiowi łapkę - Co wtedy?
-Nic wielkiego - zapewnił go Puchatek - posiedzę tu sobie i na Ciebie poczekam. Kiedy się kogoś kocha to ten ktoś nigdy nie znika tylko siedzi gdzieś i czeka na Ciebie. ”

-Dziś tego nie rozumiesz mój skarbie – Amelia spojrzała w dół – Kiedyś jednak pojmiesz, że ktoś kto jest przyjacielem, ktoś kto powinien być blisko, nigdy nie opuszcza a jeśli to robi, nie był Ciebie wart.
Kobieta przeczesała dłonią włosy i spojrzała na niewielki staw. I co ja niby mam zrobić co? Może się utopię? Może utopię Ciebie Fasolko? Tak byłoby łatwiej wszystkim dookoła. Nie – Stanowczo skarciła się w myślach – Ty będziesz kawałkiem mnie, Ty będziesz tym co zostanie gdy mnie zabraknie, Ty po stokroć doprowadzisz mnie do łez, wywołasz mój uśmiech. Tylko Ty mój mały Skarbie. Mama poradzi sobie ze wszystkim, mama zawsze sobie radzi, zawsze była sama i zawsze musiała radzić sobie sama więc i teraz tak będzie.Odłożyła książkę i splotła dłonie na brzuchu, jeszcze nic nie było widać, nikt jeszcze nie wiedział a Fasolka z której miał wyrosnąć człowiek, była jeszcze bardzo maleńka. Widzisz, Twój tatuś nie potrzebuje by jego życie było skomplikowane, on lubi spokój i tak naprawdę to Ciebie nie chce. Nie potrzebuje ani Ciebie ani mnie moja kochana Fasolko. Wiem to okrutne, ale taki jest świat w którym przyjdzie Ci żyć. Tak strasznie mi przykro, że wszystko nie może być normalne. Wybacz że tak bardzo płakałam, słyszałam jednak że łzy sprawiają iż człowiek ma wrażliwą duszę a skoro Ty jesteś we mnie to może Twoja właśnie taka się stanie. Dlatego też uwrażliwiam Cię jak mogę, słuchasz ze mną Mozarta, sama Ci śpiewam i czytam książki. Tam w środku – dotknęła pępka – Rośniesz i stajesz się najwspanialszym człowiekiem świata. A kiedy się urodzisz będę mogła powiedzieć że tego właśnie dnia na świat przyszedł najwybitniejszy człowiek swoich czasów, ktoś kto odmieni bieg historii.
Wiesz ja nie muszę być bohaterką, zdobywać szczytów, wystarczysz mi Ty, nikt więcej nie jest mi do niczego potrzebny.
Amelia rozpłakała się i aż zaniosła się szlochem.Tak cudownie było wstać rano i zobaczyć go obok, napić się herbaty i nie planować życia. A może to był mój największy błąd Fasolko. Może gdybym wtedy pomyślała to ... to nie byłoby Ciebie więc to była doskonała decyzja.
Pamiętam ten poranek, jeszcze spał gdy ja leniwie przeciągnęłam się na łóżku. Słońce wpadające zza krzywo zaciągniętej rolety padało na jego czoło. Wiesz Fasolko, wyglądał tak pięknie, wiedziałam że już zawsze chcę się tak budzić i móc patrzeć na niego. Później wszystko się skomplikowało, okazało się że jesteś w drodze, lekarz nie miał wątpliwości. Wiedziałam jak bardzo on nie chce mieć dzieci. Spakowałam więc swoje marzenia do różowej walizki i zniknęłam – Pogładziła brzuch – Wiesz tak jest lepiej dla nas.

1 komentarze:

KotFryc pisze...

Taką fasolką nie wzgardziłby sam Neil Gaiman... To co czyni nas ludzkimi to nasze niedoskonałości, które między innymi sprawiają, że odczuwamy ból... Ale te same niedoskonałości potrafią sprawić, że czujemy się szczęśliwi... Życie nie jest drogą ku szczęściu jaki wydaje się Amelii, ale podróżą samą w sobie. Szczęście jest ulotnym odbiciem w oknie pędzącego pociągu i tylko nieliczny potrafią wyskoczyć w odpowiednim momencie... Czego sobie i Amelii życzę.